Jakkolwiek dziwacznie to zabrzmi, hipotetyczny „złoty pociąg”, który podbił media na całym świecie, wydatnie wskazał na potrzebę pilnej implementacji opartych na beaconach systemów telematycznych. Jak to możliwe?

Do niedawna Wałbrzych postrzegany był mocno niesprawiedliwie poprzez pryzmat tak zwanych biedaszybów. To stereotyp, który nie ułatwiał władzom miasta rozmów z inwestorami. Mimo to udało się odrestaurować wiele cennych obiektów oraz otworzyć nowoczesne Centrum Nauki i Sztuki „Stara Kopalnia”. Niestety, nie wpłynęło to zbytnio na zmianę wizerunku miasta – Nicole Crowder z The Washington Post osobiście pofatygowała się aż do Polski, by stworzyć tendencyjny reportaż ukazujący Wałbrzych jako upadłe siedlisko alkoholików i bezdomnych.

Sytuację odmieniło jak za dotknięciem magicznej różdżki doniesienie o rzekomym odkryciu tajemniczego niemieckiego pociągu, który zaginąć miał w 1945 roku. Już od czasów zakończenia II wojny światowej po Dolnym Śląsku krążyły plotki o tym składzie, który miał zostać ukryty przez nazistów. Z czasem zaczęto mówić wręcz o „złotym pociągu”, odnosząc się tym samym do historii o zaginionych kilkunastu tonach wrocławskich depozytów w złocie i srebrze. Obecnie wszystko wskazuje na to, że faktycznie odnaleziono nie tylko tajemniczy skład, ale kolejne podziemia wchodzące w skład kompleksu Riese.

Natychmiast ruszyła lekko nieporadna machina marketingowa. Gorączka złota opanowała jednak najpierw Polskę, a po chwili cały świat. Dziś w Wałbrzychu spotkać można chińskich i amerykańskich dziennikarzy, a temat pociągu nie schodzi z pierwszych stron gazet. W celach promocyjnych Wałbrzych przemianowano w reklamówkach na „wAubrzych” (Au to chemiczny symbol złota), a miasto dosłownie zalane zostało nieprzebraną falą turystów z całego świata. Miasto, dodajmy, absolutnie na ten fakt nieprzygotowane…

złoty pociąg

Najtrafniejszym działaniem okazała się oferta Centrum Nauki. Tak zwane „Złote pakiety pobytowe” gwarantują polskim i zagranicznym turystom odbiór z portu lotniczego we Wrocławiu, zakwaterowanie w Wałbrzychu, kolację w zamkowych komnatach Książa oraz zwiedzanie nazistowskiego mauzoleum Totenburg, tuneli pod miastem oraz kompleksu Riese – zagadkowego podziemnego miasta wybudowanego przez Niemców przed końcem wojny.

Oferta prawie doskonała, jednak stanowczo nieprzystosowana do współczesnych potrzeb i wymogów. Czego w niej więc brakuje? Obecności systemów telematycznych, które zwiększyłyby bezpieczeństwo turystów oraz zapewniły im szeroki dostęp do informacji historyczno-turystycznej czy nawigacji podziemnej.

Póki co atrakcje turystyczne Wałbrzycha i okolic zderzają się z twardą rzeczywistością. Przepiękny, najdłuższy w Polsce tunel kolejowy z XIX wieku, penetrowany jest przez dzikich poszukiwaczy, którzy beztrosko niszczą tę zabytkową budowlę. Dlaczego? Nikt nie pomyślał, by obiekt przekuć w atrakcję turystyczną, wyposażyć w system monitoringu  czy czujniki ruchu. Niezbyt dobrze prezentuje się również mauzoleum Totenburg, które częściej służy za miejsce dzikich imprez, po których pozostaje gros potłuczonych butelek. O wiele lepiej mają się podziemne kompleksy wchodzące w skład Riese, ale tutaj także brakuje nowoczesnej infrastruktury telematycznej.

Najnowsze trendy światowe pokazują, jak cennym dla turystów udogodnieniem jest oparta na beaconach nawigacja wewnątrz obiektu. Coraz częściej korzystają z niej zarówno porty lotnicze, jak i muzea.

Beacony, umożliwiające wykorzystanie mikrolokalizacji do przypisywania treści konkretnym miejscom i przedmiotom, są z powodzeniem wdrażane w sklepach, na lotniskach i w urzędach na całym świecie. Trafiają też do przestrzeni wystawienniczych, gdzie stają się narzędziem, dzięki któremu zwiedzający dostaje na swojego smartfona rozbudowane informacje na temat dzieła, w pobliżu którego właśnie się znajduje. Muzea są już na etapie eksperymentowania z beaconami, sprawdzając możliwości, jakie stwarza ta technologia – pisze Monika Zbozień w opracowaniu „Beacony w muzealnictwie – przypadek krakowskiego MOCAKu”.

Taka infrastruktura staje się szczególnie cenna w obiektach podziemnych, a kompleks Riese (podobnie jak gros udostępnionych turystom na Dolnym Śląsku kopalni) zdaje się być wręcz idealnym miejscem do implementacji. Dzięki odpowiedniej aplikacji beacony umożliwią bezpieczną nawigację tam, gdzie nie działają systemy GPS, pomogą odnaleźć trasę osobom, które odłączyły się od grupy i zgubiły, poinformują o dodatkowych atrakcjach, wyświetlą materiały uzupełniające opowieść przewodnika czy zaserwują dostęp do multimediów.

W połączeniu z systemem CCTV działającym w podczerwieni oraz czujkami dymu, beacony dodatkowo podniosą poziom bezpieczeństwa każdej podziemnej trasy turystycznej. Z kolei funkcje zbliżeniowe (Proximity Marketing) pozwolą odwiedzającym korzystać z dodatkowej wiedzy, opcjonalnie wprowadzą niezwykle ostatnio ceniony element grywalizacji (sic!) oraz zaproponują programy lojalnościowe, które mogą być potem rozwijane wirtualnie w mediach społecznościowych.

Telematyka oferuje praktycznie nieograniczone wręcz możliwości przy wyjątkowo niskich kosztach. Czy Wałbrzych ruszy w tę stronę? Napór turystów ze smartfonami w rękach każe podejrzewać, że tak. Warto jednak o tym rozwiązaniu pomyśleć już dziś, a nie dopiero wtedy, gdy wymusi to sytuacja kryzysowa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here